Szepty cienia

,,A gdy żar ostatniej gwiazdy przygaśnie,
a rzeki zapomną swe źródła,
zrodzi się dziecko z ognia i ciszy,
z łona matki, co nie znała światła,
i ojca, który zbyt dobrze znał cień.”

„Jego dusza — rozdarta między dwiema epokami,
będzie kryształem dziewiątej emocji,
tej, której nikt nie śmiał nazwać:
Równowagi.”

Przepowiednia przekazywana z ust do ust od kilku pokoleń. Autor nieznany.

Prolog

Skryta w cieniu skrzyń postać, ukrywając wszelkie oznaki swojej obecności, czekała. Jej długi, brązowy i ociekający wodą płaszcz idealnie wpasowywał się w mrok. Schowana pod ciężkim kapturem twarz zastygła w widocznym zamyśleniu.

Mam nadzieje, że znalazł moją notatkę i niedługo tu się zjawi – pomyślała, zamierając w bezruchu. – Minęło już parę minut, odkąd weszli .
Zakapturzony kształt zaczął się lekko niecierpliwić. Rozważał, czy aby na pewno wszystko zrobił tak, aby jego gość znalazł te miejsce. Bądź co bądź, opuszczona fabryka w zachodniej części Klokswell, zębatkowej dzielnicy pełnej dymu, smaru i hałasu, stała w mało uczęszczanych stronach tej dzielnicy. Pełno tu było wąskich uliczek, w których łatwo można było natknąć się na ludzi, których nikt by nie chciałby spotkać w wąskiej uliczce. Z zadumy wyrwał go ledwo słyszalny szelest.

No nareszcie… – mruknął pod nosem, tak aby go nie usłyszał. – Musimy się spieszyć. Oni zaczęli już jakiś czas temu i miejmy nadzieje, że nie skończyli odprawiać rytuału.
Wysoki, na oko dwudziestoparoletni, blondyn w czarnym płaszczu do kolan, zaczął się skradać, ostrożnie się rozglądając po pomieszczeniu. Szedł wolno, ostrożnie stawiając kroki. Nasłuchiwał. Nagle obrócił się w stronę drzwi, spod których sączyła się czerwonawa poświata. Dźwięk, który przykuł jego uwagę, z nieśmiałych szeptów przeistoczył się w wyraźny śpiew.
-,, Zaczęło się! ” – pomyśleli w tej samej chwili. – Trzeba się pośpieszyć – powiedział do siebie nasz długo oczekiwany gość.
Zaczął iść w tamtym kierunku, nasłuchując. Przystanął przy framudze. Gdy upewnił się, że śpiew jest wystarczająco głośny, delikatnie uchylił drzwi i wślizgnął się powoli do środka. Zanim jednak się zamknęły, postać skryta do tej pory za pudłami, przeleciała bezszelestnie przez cały pokój i chwyciła w ostatniej chwili zamykające się drzwi. Westchnęła z wyraźną ulgą. Zajrzała przez szparę i zaklęła pod nosem. Pomieszczenie, które zapewne kiedyś służyło jako stołówka pracownicza, została przebudowana na obskurną kaplice. Z prawej strony była ściana z oknami, przy których kiedyś robotnicy najpewniej palili papierosy na przerwie. Teraz okna były niechlujnie zabite deskami, prawdopodobnie pochodzącymi z połamanych stołów. Krzesła stały teraz ustawione w kilku rzędach, zwrócone w kierunku głównego ołtarza. Znajdował się on naprzeciwko wejścia do pomieszczenia. Można był dostrzec długi blat, nakryty czerwonym obrusem, kilka siedzisk ustawionych wokół niego, pulpit z widoczną na nim dziwną księgą, pokrytą niezrozumiałym pismem i znakami. Krwistoczerwone świece świeciły szkarłatną łuną, powodując upiorny klimat. Całokształt pokoju uzupełniały rysunki przedstawiające postać z dziwną, płonącą głową ptaka. Narysowane były czymś czarnym. Jakby… tuszem. Kogoś mu przypominały, ale zanim zdążył się im lepiej przyjrzeć, śpiewy ustały. Postacie ubrane w czarne płaszcze z kapturami, dotychczas stojące wokół stołu, rozstąpiły się. Ustawiły się twarzą do siebie, robiąc miejsce przy stole. Chowający się za krzesłami chłopak cicho syknął, gdy spostrzegł dziewczynę leżącą na ołtarzu.

No dawaj, detektywie. Zrób to w końcu albo nasza śpiąca królewna dołączy do tych durni w kapturach, którzy błąkają się bez celu po mieście, mamrocząc jakieś głupoty pod nosem. – pomyślała postać zaglądając przez szparę w drzwiach. Ów detektyw zaczął podkradać się w stronę ołtarza, ostrożnie wyciągając rewolwer. Wokół stołu nastąpiło poruszenie. Kultyści zaczęli podawać sobie z rąk do rąk dziwny przedmiot. Przypominała ona antyczną maskę, którą używały starożytni artyści podczas odgrywania sztuk. Ta maska udekorowana była zardzewiałymi zębatkami zamiast oczu oraz narysowanym za pomocą tuszu, uśmiechem. W momencie nałożenia jej na twarz dziewczyny, śledczy płynnie wyskoczył zza krzeseł i wycelował broń w postać stojącą najbliżej ofiary.

ANI DRGNIJ! – Krzyknął, nie ukrywając wściekłości – Rusz chociaż palcem a skończysz z dodatkową dziurą między oczami!
Członkowie sekty cofnęli się posłusznie. Zbyt posłusznie. Coś było nie tak.

Macie ją natychmiast uwolnić i puścić wolno! – rzekł, mierząc po kolei do każdego ze stojących tam fanatyków.
Zakapturzone postacie zaczęły rozwiązywać dziewczynę. Ofiara dopiero teraz się ocknęła i nieprzytomnie rozejrzała się wokół siebie. Zobaczywszy, że nikt ją nie powstrzymuje, ruszyła w stronę wyjścia. Mijając detektywa zerknęła na niego. Ich spojrzenia się spotkały. Wyglądała, jakby miała coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili zacisnęła usta i poszła dalej. Szary kształt obserwujący to zajście zza drzwi, szybko ukrył się za kartonami tak, aby nie został wykryty. Gdy niedoszła ofiara wyszła z budynku, zwinnie wślizgnął się do środka byłej stołówki. Detektyw w tym czasie zaczął zbliżać się do ołtarza, nie opuszczając broni.

NA ZIEMIĘ! WSZYSCY! – ryknął. – Nie próbujcie żadnych numerów. Cały budynek jest otoczony przez funkcjonariuszy. Nie macie żadnych szans na ucieczkę! Macie prawo zachować milczenie, bo wszystko co powiecie, zostanie użyte przeciwko wam… .
Urwał. Nagle coś, co było ukryte do tej pory między krzesłami, skoczyło na niego. Kompletnie zaskoczony dał się powalić i rozbroić. Gdy próbował się uwolnić, został uderzony czymś ciężkim w skroń i stracił przytomność. Ocknął się na stole. Związany. Z wielkim guzem na głowie. Spróbował się ruszyć, ale rzemienie skutecznie trzymały go w miejscu. Rozejrzał się, wciąż otumaniony ciosem. Spostrzegł, że oprócz widzianej wcześniej grupki ludzi, pojawiła się nowa osoba. Różniła się od innych wyznawców czerwoną szatą, na której było wyszyte czarnymi nićmi słońce. Po chwili zobaczył również, czym został uderzony. Był to dziwny przedmiot posiadający drewnianą rękojeść od rewolweru. Ale reszta części… nie pochodziła od rewolweru. Powyżej uchwytu tkwił zbiornik — szklany cylinder, a w nim coś, co wyglądało jak zamknięty kryształ o mlecznym blasku. Na końcu narzędzia, zamiast lufy, lśniła cienka iglica. Przy cynglu zdawało się, że widział jakieś pokrętło. Ukryta postać koło wejścia zamarła z niedowierzania i przerażenia. ,,Przecież to nie możliwe… – z trudem panowała nad oddechem. – Te notatki przecież spaliły się w laboratorium. Skąd oni je mają?”. Z zamyślenia wyrwały go słowa kapłana który, jak się okazało, modlił się niezauważony wśród ław.

Dziekuję za przeczytanie wstępu. Mam ogromną nadzieję, że Ci się spodobało. Z niecierpliwością czekam na twój komentarz.

I pamiętaj – nie wszystko jest takie, jakie się wydaje.

One response to “Szepty cienia”

  1. polecam

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z Archiwa Kvasyra

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej